wtorek, stycznia 19, 2016

Breathe out so I can breathe you in, hold you in. Hello, I've waited here for you everlong.

W sobotę był Wielki Dzień P. Miał urodziny. Dla niego to tylko żarty, że ma w styczniu swój własny Dzień Księżniczki, ale ja cieszyłam się na ten dzień chyba nawet bardziej, niż na swój własny. Prezenty kupiłam samym początkiem stycznia, żeby nie zostawiać tego na ostatnią chwilę (zdjęcia będą jeśli P. zgodzi się zapozować). Potem zostało mi tylko przygotowanie niespodzianki. P. wyraźnie ze mną w tej kwestii nie współpracował odwlekając decyzję o swoim (naszym) miejscu pobytu, w nieskończoność. Ciężko jest zorganizować cokolwiek, jeśli nie wiesz gdzie w danym dniu będziesz. W ten właśnie sposób upadł mój pomysł wyjazdowy, ale będzie jeszcze wiele urodzin, żeby wcielić te pomysły w życie.

Zorganizowaliśmy P. "przyjęcie" (a właściwie wyjście na piwo) niespodziankę w Krainie Szeptów na Kazimierzu (za pomoc w znalezieniu miejsca buziaki dla WM). Nie udała się ona tak idealnie, jakbym chciała, bo nie potrafię kłamać, a właściwie P. zawsze wie kiedy kłamię, więc i tym razem wiedział od razy, że coś jest nie tak. Muszę nauczyć się lepiej kłamać? W każdym razie w miarę możliwości zaprosiłam różnych przyjaciół i rodzinę P. na to wydarzenie i muszę przyznać, że poza jednym wyjątkiem, wszyscy zareagowali naprawdę pozytywnie na ten pomysł, pomimo, że pozostało już wtedy niewiele czasu do niespodzianki. Bez względu na to czy ktoś dał radę być tam z nami, czy nie, czy był na czas, żeby zrobić wielką niespodziankę, czy był spóźniony - najwięcej znaczy reakcja. Dla mnie przynajmniej. Myślę, że dla P. podobnie. To, czy ktoś chce w tym uczestniczyć i jakie ma do całej akcji podejście. Większość miała naprawdę pozytywne i aż miło było mi wszystko organizować.

Muszę też powiedzieć, że dużo osób bardzo mi pomogło w zorganizowaniu wszystkiego i to zarówno w tych czynnie zaangażowanych w sprawę jak N, czy Ag., ale także Ci, którzy nie mogli być wtedy z nami, jak WM czy znajomi z pracy. Doceniam. I myślę, że to są właśnie ważne rzeczy w życiu.

P's 23rd Birthday, Cracow; Saturday, January 16, 2016

poniedziałek, stycznia 11, 2016

I have died everyday waiting for you. Darling, don't be afraid I have loved you for a thousand years. I'll love you for a thousand more...

Stopniowo wróciliśmy do codzienności. W ubiegłym tygodniu do pracy, w tym - na uczelnię zaczynając od prezentacji i kolosów. Niepotrzebnie stresuję się tym wszystkim. Na szczęście, zostały już tylko dwa tygodnie. Tylko dwa tygodnie. Skoro dałam radę to wszystko ciągnąć przez trzy miesiące, to dam też sobie radę przez dwa tygodnie, prawda?

Chodzimy na siłownię, spędzamy razem czas, więcej czytamy, wychodzimy na miasto spotkać się z przyjaciółmi. Wszystko jest... idealnie wyważone. W pracy też układa się w porządku, chociaż od nowego roku mamy sporo pracy. Między mną a P. niezmiennie doskonale. Aż ciężko uwierzyć w to, że ja nadal potrafię znaleźć sobie powody do stresu. A jednak mi się to udaje.

Zbieram się powoli na zajęcia. W tle Ed Sheeran. Kiepsko się dzisiaj czuję i nie mogę się już doczekać, aż wrócę do domu i spędzę wieczór z P. Prawdopodobnie na siłowni, bo wczoraj sobie odpuściliśmy przez wieczorną kolację z K. na Rynku. Ale najpierw trzeba się uporać z Modelowaniem Procesów Technologicznych i Fizyką Ciała Stałego. Po raz kolejny. Życzcie mi więc powodzenia! Buziaki.

With Nero, Kraków, Saturday, January 2, 2016



poniedziałek, stycznia 04, 2016

It's so cold in your wilderness. I want you to be my keeper, but not if you are so reckless. Oh honey, if I’m not the one for you why have we been through what we have been through?

Postanowiła odpuścić sobie jeszcze te dwa dni. Zrobić trochę rzeczy, na które normalnie nie mam czasu. Zrobić coś dla siebie. Do pracy jeszcze się nachodzę, więc kiedy nie muszę to nie ma sensu siedzieć tam na siłę. I jestem bardzo zadowolona ze swojej decyzji.

Zrobiłam świetny obiad, pranie i poświęciłam trochę czasu dla siebie. Pomalowałam paznokcie, zrobiłam sobie małe domowe spa - żel, peeling i masło do ciała z The Body Shop o zapachu Wild Argan Oil, które przywiozłam sobie z Anglii (owszem, prawie rok temu), ale moja mania odkładania najlepszych, czy może ulubionych rzeczy "na później" nie pozwoliła mi się nimi cieszyć aż do teraz. W nowym roku nie ma nic "za później". Liczy się tylko dzień dzisiejszy. Wracając do serii Bath & Body z TBS, na punkcie którego mam małą obsesję (lub może już nie małą), jest fantastyczna. Miałam już sporo różnych kosmetyków do pielęgnacji różnych firm, ale dla mnie nic nie może się równać z The Body Shop.

Dzisiaj czas na ostatnie podsumowanie mojej nieobecności na blogu - grudzień. Ostatni, jeden z moich ulubionych miesięcy w roku. Nienawidzę co prawda zimy, ale w grudniu jestem w stanie jej wybaczyć mróz, zimny wiatr i burze śnieżne (których zdecydowanie w tym roku nie było). Kocham Święta Bożego Narodzenia. Kiedy kończy się sierpień, a wraz z nim moje ukochane lato, ja już czekam na Święta. Chyba tylko dzięki temu udaje mi się jakoś przetrwać jesień, coraz chłodniejsze dni i coraz mniej słońca, czego najbardziej nienawidzę. Także grudzień zawsze jest dla mnie magiczny. Ten grudzień 2015 nie należał może do najlepszych w moim życiu, ale był miły. W większości przynajmniej. Początkiem grudnia byliśmy też na Andrzejkach, ale mam zbyt dużo do pokazania, więc o tym innym razem.

Gym with P.; Kraków
Christmas Tree in our apartment, Kraków
Company Christmas Dinner / Driving with N.
Christmas Tree in P.'s house.
Christmas Eve at Grandma's house.


sobota, stycznia 02, 2016

You can hear it in the silence, you can feel it on the way home, you can see it with the lights out. You are in love, true love.

Drugi stycznia 2016 r. Wow, cały rok 2015 za nami. Zleciał mi niesamowicie szybko. Dużo pracy, nauki i nowych wyzwań, ale mam wrażenie, że tamten rok był dopiero rozgrzewką przed tym, co nadejdzie w tym roku. Takie przeczucie.

Od czerwca nie miałam więcej niż dwóch dni wolnego pod rząd. Poważnie. I dopiero Święta przyniosły mi prawie dwa tygodnie odpoczynku. Czy faktycznie odpoczęłam przez ten czas? Średnio. Nie mam ochoty wracać do zabieganego życia pełnego pracy, kiedy z P. widzę się przelotnie kiedy kładziemy się spać. Życia, w którym przez większość dnia marzę o ciepłym łóżku i chwili wytchnienia. Ale prędzej czy później to życie samo mnie dogoni i nie będę miała wyjścia - trzeba będzie wrócić do rzeczywistości. Póki co staram się o tym nie myśleć.

Listopad? Minął w mgnieniu oka. Trochę spędzony znów z N., trochę z innymi przyjaciółmi, trochę sam na sam z P. W większości minął w pracy lub na uczelni. Listopad był ciężki, ale wspominam te miłe chwile. Wypad na bilarda do Brzeszcz, urodziny K., leniwe niedziele z P. Dużo czasu spędziłam w laboratorium, bo chciałam się wyrobić przed Świętami z przygotowaniem i zbadaniem wszystkich próbek do magisterki, co w zasadzie zrealizowałam. Patrząc na to teraz nie wiem jak to zrobiłam pracując przynajmniej 3 dni w tygodniu po 9 - 10 godzin i zaliczając wszystkie zajęcia i kolosy na uczelni. Ale zrobiłam to.

K's birthday party,  Kraków, Saturday, November 7, 2015
Billard with N.,  Brzeszcze, Saturday, November 14, 2015