Znów czuję się źle. Źle ze sobą i źle ze swoim życiem. Siedzę na łóżku słuchając The Pretty Reckless (wiem, mało optymistycznie, ale uwierzcie, że mogło być gorzej) i zastanawiam się w czym leży problem. Niby wszystko jest dobrze. Jest ciężko, ale nie mogę powiedzieć, że sobie nie radzę. Na pozór radzę sobie ze wszystkim świetnie. Na pozór. Zgubiłam gdzieś w tej pogoni za szczęściem ten jasny punkt na horyzoncie do którego tak uparcie dążyłam. I nie wiem co powinnam zrobić ze swoim życiem.
Tak jakby wstawanie z łóżka miało jakikolwiek sens. Wolałabym spędzić resztę życia w pokoju, ale szczerze mówiąc jest mi to obojętne. I właśnie ta obojętność jest najstraszniejsza. Pozbyłam się marzeń, bo uważam siebie za zbyt mało wartą alby się łudzić, że moje marzenia mogłyby się spełnić. Tyle, że poza marzeniami nie zostało mi już nic. Tylko ta zimna obojętność.
Chyba czasy księżniczek przepadły bezpowrotnie. A niczego innego nie potrzebuję teraz bardziej, niż bycia księżniczką. Choć przez chwilę.
piątek, listopada 14, 2014
środa, listopada 12, 2014
A my z harmonii i rozdźwięku, z niecierpliwości strun spragnionych, które od bólu łzami pękną pod gniewem rozpalonych dłoni.
Mam ponad tydzień luzu i tracę go na kompletnej bezczynności. No, może niezupełnie bezczynności, ale na pewno całkowitej bezproduktywności. Marzyłam od dawna, żeby mieć w końcu trochę czasu do spędzenia sam na sam z P. Tylko ja i On i bezproduktywność. Dostałam go sporo przez ten długi weekend, bo chyba oboje trochę sobie odpuściliśmy naukę, żeby nie zwariować. Zadowolona, ale nienasycona. Ciągle mi Go mało. Nie ważne, jak dużo czasu spędzamy razem, ja zawsze chcę więcej.
W sobotę pojechałam z tatą na małą wycieczkę do Kalisza, właściwie tylko po to, żeby mu potowarzyszyć w tej ośmiogodzinnej podróży tam i z powrotem. Straciłam przez to w sumie sobotę, ale nie żałuję, cieszę się, że spędziłam z nim dzień tak sama. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak było. Miałam też okazję poznać mojego kuzyna (wiem, dziwna rodzina, która się nie zna). Wieczorem pojechaliśmy wszyscy na imieniny wujka. Generalnie sobota przyniosła dużo śmiechu i czasu z rodziną.
W sobotę pojechałam z tatą na małą wycieczkę do Kalisza, właściwie tylko po to, żeby mu potowarzyszyć w tej ośmiogodzinnej podróży tam i z powrotem. Straciłam przez to w sumie sobotę, ale nie żałuję, cieszę się, że spędziłam z nim dzień tak sama. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak było. Miałam też okazję poznać mojego kuzyna (wiem, dziwna rodzina, która się nie zna). Wieczorem pojechaliśmy wszyscy na imieniny wujka. Generalnie sobota przyniosła dużo śmiechu i czasu z rodziną.
środa, listopada 05, 2014
Your heart is unobtainable, even though Lord knows you kept mine.
Tak, wiem, że dawno nie pisałam. Czekałam tak długo na chwilę szczerości. Zazwyczaj nie lubię przyznawać się, że coś poszło czy idzie nie po mojej myśli, a ostatnio wiele rzeczy ma właśnie taki bieg. Zbyt wiele rzeczy.
Sam Smith skradł moje serce swoją piosenką. Przed chwilą wyszła ode mnie WM, która wpadła na jedno piwo w trakcie którego ja zdążyłam wypić trzy. Nie wiem czy to już alkoholizm, ale nie jestem w stanie zmierzyć się z jutrem na trzeźwo. Chyba powoli mnie to przerasta i mam ochotę już tylko płakać. Więc gdzie mam znaleźć siłę, aby dalej zmagać się ze światem?
P. śpi koło mnie. Jest chory. Wraca jutro do Oświęcimia. Kiedy on będzie leżał w łóżku i się kurował mnie czekają straszne zmagania z kolejnym dniem na studiach, wygórowanymi wymaganiami, mnóstwem zajęć i dodatkowo jeszcze samotnością. Czekam kto wybierze się ze mną do kina na nową wersję Draculi. Bardzo chciałabym ją zobaczyć pomimo ocen na filmwebie. Może w końcu wybiorę się do Czarnych, co będzie ciężką przeprawą, bo nie widziałam się z nimi od wakacji o co na pewno mają do mnie słuszny żal, a dodatkowo jestem pewna, że S., która ostatnimi czasy chyba często tam bywa dolała swoją część do tej szali goryczy. Ale brakuje mi ich i chciałabym utrzymać kontakt. Wiem, że wszyscy oceniają mnie przez swój pryzmat i nikt nie rozumie, że ja nawet na sen nie potrafię wygospodarować odpowiedniego czasu. I naprawdę, jestem cholernie zajęta. Nie byłam na randce w własnym facetem od nie wiem kiedy. Z moimi najlepszymi przyjaciółkami nie widziałam się od tygodni, nie wspominając nawet ostatniego spotkania z moją najbliższą kuzynką.
Cholernie mi się to nie podoba, ale nie mogę nic na to poradzić. Mogę tylko liczyć na to, że następny semestr będzie dla mnie bardziej łaskawy.
Sam Smith skradł moje serce swoją piosenką. Przed chwilą wyszła ode mnie WM, która wpadła na jedno piwo w trakcie którego ja zdążyłam wypić trzy. Nie wiem czy to już alkoholizm, ale nie jestem w stanie zmierzyć się z jutrem na trzeźwo. Chyba powoli mnie to przerasta i mam ochotę już tylko płakać. Więc gdzie mam znaleźć siłę, aby dalej zmagać się ze światem?
P. śpi koło mnie. Jest chory. Wraca jutro do Oświęcimia. Kiedy on będzie leżał w łóżku i się kurował mnie czekają straszne zmagania z kolejnym dniem na studiach, wygórowanymi wymaganiami, mnóstwem zajęć i dodatkowo jeszcze samotnością. Czekam kto wybierze się ze mną do kina na nową wersję Draculi. Bardzo chciałabym ją zobaczyć pomimo ocen na filmwebie. Może w końcu wybiorę się do Czarnych, co będzie ciężką przeprawą, bo nie widziałam się z nimi od wakacji o co na pewno mają do mnie słuszny żal, a dodatkowo jestem pewna, że S., która ostatnimi czasy chyba często tam bywa dolała swoją część do tej szali goryczy. Ale brakuje mi ich i chciałabym utrzymać kontakt. Wiem, że wszyscy oceniają mnie przez swój pryzmat i nikt nie rozumie, że ja nawet na sen nie potrafię wygospodarować odpowiedniego czasu. I naprawdę, jestem cholernie zajęta. Nie byłam na randce w własnym facetem od nie wiem kiedy. Z moimi najlepszymi przyjaciółkami nie widziałam się od tygodni, nie wspominając nawet ostatniego spotkania z moją najbliższą kuzynką.
Cholernie mi się to nie podoba, ale nie mogę nic na to poradzić. Mogę tylko liczyć na to, że następny semestr będzie dla mnie bardziej łaskawy.
![]() |
| Oświęcim; Saturday, September 18, 2014 |
![]() |
| Góra Zborów; Sunday, September 19, 2014 |
![]() |
| So much chemistry; AGH, Cracow; Wednesday, October 5, 2014 |
wtorek, października 21, 2014
A my z wiecznego niepokoju, z przelotów wiatru, z garści cienia. Z brzóz przedwieczornych, które stoją nad cichą rzeką zamyślenia.
Jutro wieczorem będę już z P. Został mi jeden dzień bez niego i chwilowo znów poczułam się lepiej. Nie wiem, czy dlatego, że już zostało tak niewiele, czy po prostu nie chcę zmarnować tego czasu dla siebie. Stęskniłam się, chociaż uważam, że ta rozłąka wyszła nam na dobre. Potrzebowałam trochę czasu dla siebie na przemyślenie wszystkiego. Myślę, że P. też tego potrzebował.
Jutro ostatni dzień laboratorium i już nie mogę się doczekać tego błogiego weekendu. Jak co tydzień, ostatnie środowe laborki zostały przeze mnie całkiem zignorowane. Jestem zbyt zmęczona tymi dniami nauki i braku snu, na dodatek przeziębiłam się i walczę z bólem gardła i ogólnie złym samopoczuciem. Mam nadzieję, że jakoś uda mi się zwalczyć chorobę i obejdzie się bez poważnego leczenia i leżenia w łóżku.
Niemniej jednak dziś czuję się naprawdę źle, a jutro czeka mnie pobudka o 5:30 i pół dnia na uczelni, więc chyba niedługo położę się spać. Ostatnia noc bez P. Jeszcze tylko wezmę coś na to gardło i może poczytam coś o spoiwach powietrznych. Dobranoc, Kochani!
| Cracow; Tuesday, October 21, 2014 |
niedziela, października 19, 2014
I like to think that we had it all. We drew a map to a better place, but on that road I took a fall.
Piękny dzień. Świetny weekend. Przede mną kolejny ciężki tydzień i tak upragniona środa i przyjazd P. na który przecież powinnam się cieszyć. Nie wiem dlatego, ale jest mi to obojętne.
Zobojętniałam na wszystko. W piątek nareszcie miałam chwilę czasu po pracy, żeby zobaczyć się z PK. Dawno się nie widzieliśmy i fajnie było znów pogadać, jak za starych czasów. Prosto stamtąd trafiłam do A. na małą alkoholową posiadówę. Skończyła się całkiem ciężkim piciem. Ale ogólnie świetnie się bawiłam i miałam nareszcie moment, żeby się zrelaksować i zabawić po ciężkim tygodniu na uczelni. Całą sobotę spędziłam z dziadziusiem. Trochę pracy, trochę zakupów, dużo rozmów. Wieczorem pojechaliśmy po babcię do Krakowa, gdzie obchodziła 45 rocznicę rozdania dyplomów Akademii Medycznej. Fantastyczny dzień. Niedziela przyniosła przepiękną pogodę, więc wybrałam się z rodzicami na małą wycieczkę na górę Zborów. Piękne widoki, cudowna pogoda i miło spędzony czas.
Ogólnie dawno nie miałam tak przyjemnego weekendu i powinnam zaczynać nowy tydzień ze świetnym humorem, ale tak wcale nie jest. Miałam czas na odpoczynek i przede wszystkim na nabranie dystansu. Przestałam się stresować, bo na nowo uwierzyłam, że mogę wszystko. Wiem, że żaden stres ani żadne wyzwanie mnie nie złamie i dam sobie świetnie ze wszystkim radę.
Z dystansu wszystko wygląda inaczej. Z wyłączonymi emocjami bardziej widać fakty. Fakty, które wcześniej mi umknęły. Moje priorytety i drogę, którą chcę iść. Znów wyraźnie widzę cel, do którego dążę. I zastanawiam się czy droga na której jestem na pewno tam prowadzi....
![]() |
| Góra Zborów; Sunday, October 19, 2014 |
![]() |
| Ojców; Sunday, October 19, 2014 |
poniedziałek, października 13, 2014
So give me hope in the darkness that I will see the light 'cause, oh, that gave me such a fright. But I will hold as long as you like, just promise me we'll be alright.
Pierwszy raz odkąd nie ma P. poczułam się tak świetnie. Jak na razie wszystko idzie mi świetnie na studiach. I pod względem nauki i pod względem nowych znajomości. Naprawdę jest fajnie. Laboratoria jakoś lecą, a mnie nie wyrzucili jak na razie z żadnych. Facet od grafiki od dziś już mnie uwielbia, nawet jeśli jeszcze o tym nie wie. Udowodniłam sobie, że potrafię. Nawet w wielkim stresie i zmęczeniu. Zawsze jestem najlepsza.
Oczywiście jest prawie 21, a ja mam jeszcze mnóstwo nauki na jutrzejsze kolokwium. Zamiast się uczyć słucham Mumford & Sons i piszę notkę. Za chwilę przyjedzie So. i WM i to by było na tyle nauki. Noc widzę zarwaną w swoich wizjach, ale trudno. Najwyżej będę jutro zombie. Środa zapowiada się za to luźna, czego nie mogę powiedzieć o weekendzie. Nie jest lekko. Ale daję radę i czekam na powrót P.
Oczywiście jest prawie 21, a ja mam jeszcze mnóstwo nauki na jutrzejsze kolokwium. Zamiast się uczyć słucham Mumford & Sons i piszę notkę. Za chwilę przyjedzie So. i WM i to by było na tyle nauki. Noc widzę zarwaną w swoich wizjach, ale trudno. Najwyżej będę jutro zombie. Środa zapowiada się za to luźna, czego nie mogę powiedzieć o weekendzie. Nie jest lekko. Ale daję radę i czekam na powrót P.
| Cracow; Saturday, October 11, 2014 |
niedziela, października 12, 2014
Do you hear me? I'm talking to you across the water, across the deep blue ocean, under the open sky. Oh my, baby I'm trying.
Jutro poniedziałek i muszę się wziąć w garść. Ten stan nie jest dla mnie nowością, ale tak dawno nie mierzyłam się z tym, że osłabłam. Całkiem się pogubiłam. Budzę się rano, myję, maluję, jem śniadanie i mierzę się z kolejnym dniem jak zawsze. Wypełniam wszystkie obowiązki, chociaż marzę tylko o powrocie do łóżka. I nie opuszczaniu go już wcale. Nie mam na nic ochoty, do każdej czynności się zmuszam. Nie wiem jak mam się ogarnąć. A jakoś muszę, bo przede mną kolejny ciężki tydzień. Może nawet jeszcze cięższy niż poprzedni.
Oczywiście zamiast podnosić się na duchu siedzę na łóżku w swetrze P. i słucham "Say something". Brawo.
Muszę sama sobie udowodnić, że dam radę. Poradzę sobie ze wszystkim sama. I tak naprawdę nie potrzebuję nikogo. Jestem zła na siebie, że tak strasznie uzależniłam swoje życie od P. Nie powinno tak być. Może ta przerwa to najlepsze co mogło nas teraz spotkać. Jedyne co muszę zrobić, to dobrze wykorzystać te dwa tygodnie.
Na dziś coś bardzo starego.
Oczywiście zamiast podnosić się na duchu siedzę na łóżku w swetrze P. i słucham "Say something". Brawo.
Muszę sama sobie udowodnić, że dam radę. Poradzę sobie ze wszystkim sama. I tak naprawdę nie potrzebuję nikogo. Jestem zła na siebie, że tak strasznie uzależniłam swoje życie od P. Nie powinno tak być. Może ta przerwa to najlepsze co mogło nas teraz spotkać. Jedyne co muszę zrobić, to dobrze wykorzystać te dwa tygodnie.
Na dziś coś bardzo starego.
![]() |
![]() |
| With P. long time ago; Piwniczna-Zdrój, December 2012 |
środa, października 08, 2014
Give me a whisper and give me a sign. Give me a kiss before you tell me goodbye. Don't you take it so hard now and don't you cry tonight.
Dziś krótko, bo jestem tak wykończona, że ledwo widzę na oczy. Na studiach dobrze, ale ciężko. Poznałam trochę ludzi i wydaje mi się, że kilkoma osobami całkiem się polubiłam. Powoli stwarzam sobie jakieś środowisko towarzyskie i ogólnie muszę przyznać, że ludzie są tu bardzo w porządku. Dużo nauki, a przede wszystkim dużo zajęć, ale po trzydniowym bezsennym maratonie dziś mam spokój. Jutro tylko jeden wykład, piątek wolny. Mam czas dla siebie, żeby trochę odpocząć.
Przyjechałam do domu tak zmęczona, że ledwo doczłapałam do łóżka, a pomimo to nie potrafiłam zasnąć. P. poleciał do RPA a ja siedzę sama w ciemnym pokoju i słucham Gunsów. Nie bardzo wiem co mam teraz ze sobą zrobić i gdzie się podziać. P. zapomniał chyba o Lilou, ale jak widać miał ważniejsze rzeczy na głowie związane z wyjazdem.
Mam podły humor i jeśli tak mają wyglądać najbliższe tygodnie, to nie chcę chyba wcale wstawać z łóżka. Mogłabym sobie trochę odpuścić, ale nie potrafię. Musi być 5 z kolosa, musi być wyprane i posprzątane i wszystko ma być dopięte na ostatni guzik, nawet jeśli oznacza to mnóstwo nerwów. Brakuje mi spokoju. Bardzo brakuje mi spokoju.
Co robiłam w weekend? Spędzałam miło czas z dziadkami i cieszyłam się z czasu z P. przed jego wyjazdem.
Przyjechałam do domu tak zmęczona, że ledwo doczłapałam do łóżka, a pomimo to nie potrafiłam zasnąć. P. poleciał do RPA a ja siedzę sama w ciemnym pokoju i słucham Gunsów. Nie bardzo wiem co mam teraz ze sobą zrobić i gdzie się podziać. P. zapomniał chyba o Lilou, ale jak widać miał ważniejsze rzeczy na głowie związane z wyjazdem.
Mam podły humor i jeśli tak mają wyglądać najbliższe tygodnie, to nie chcę chyba wcale wstawać z łóżka. Mogłabym sobie trochę odpuścić, ale nie potrafię. Musi być 5 z kolosa, musi być wyprane i posprzątane i wszystko ma być dopięte na ostatni guzik, nawet jeśli oznacza to mnóstwo nerwów. Brakuje mi spokoju. Bardzo brakuje mi spokoju.
Co robiłam w weekend? Spędzałam miło czas z dziadkami i cieszyłam się z czasu z P. przed jego wyjazdem.
![]() |
| Lovely shopping and coffee with grandma So!Coffee, GH Sfera, Bielsko-Biała, Saturday, October 4, 2014 |
![]() |
| Evening with P. and his mum, Babice, Saturday, October 4, 2014 |
| Kraków; Wednesday, October 8, 2014 |
czwartek, października 02, 2014
Ghosts from your past gonna jump out at me lurking in the shadows with their lip gloss smiles, but I don't care 'cause right now you're mine.
Hej, kochani!
Jestem po drugim dniu na nowej uczelni i muszę przyznać, że jest lepiej. Nadal jestem pozostawioną samej sobie i zagubioną duszyczką w tłumie ludzi. Nie do końca ogarniam jak na razie AGH ze strony organizacyjnej i stresuję się rozpoczynającymi się w przyszłym tygodniu laborkami, bo zwyczajnie nie wiem czego się spodziewać. Poznałam kilka osób, reszcie uważnie się przyglądnęłam i powody, żeby sądzić, że nie będzie tak źle. W zasadzie prowadzący w większości są mili i skorzy do pomocy, w każdym razie Ci, z którymi miałam do tej pory styczność. Ludzie? W większości naprawdę w porządku. Niewiele osób znam jak na razie, ale wydają się być normalni. W każdym razie w większości. Znalazłam promotorkę, jutro czeka mnie pierwsze seminarium inżynierskie i wymyślenie sobie tematu projektu inżynierskiego, więc nie wychodzę z wprawy i bronię się w styczniu po raz kolejny! Ale... co to dla mnie ;)
Z P. wszystko się układa, chociaż coraz bardziej świruję z powodu jego wyjazdu do RPA. W zasadzie zostało nam raptem kilka dni, a nie potrafimy spędzić trochę czasu sami ze sobą. Brakuje mi tego trochę i nie wiem czy ta zmiana wynika z tego, że mamy mało czasu czy niepostrzeżenie zmieniło się coś między nami. Raczej to pierwsze, bo z mojej strony żadne z moich uczuć w Jego kierunku nie zmieniło się ani trochę. A zamieszania na początku roku akademickiego jest oczywiście sporo, nie tylko u mnie, ale też u P. Mimo wszystko bardzo mnie wspiera i podnosi na duchu, kiedy mam ochotę wpaść w histerię, a to już dużo.
Byłam wczoraj na herbatce u WM. Dawno się nie widziałyśmy i miałyśmy trochę zaległości do nadrobienia. Tęsknię za So., która grzeje się teraz w Egipcie nieświadoma jakie potężne tyranie czeka ją po powrocie ze strony swoich najlepszych przyjaciółek. Niech i tak będzie. Ma wakacje i może robić co jej się żywnie podoba, ale zaraz po powrocie oczekuję nawrócenia na jedyną słuszną drogę.
Miłego wieczoru!
Jestem po drugim dniu na nowej uczelni i muszę przyznać, że jest lepiej. Nadal jestem pozostawioną samej sobie i zagubioną duszyczką w tłumie ludzi. Nie do końca ogarniam jak na razie AGH ze strony organizacyjnej i stresuję się rozpoczynającymi się w przyszłym tygodniu laborkami, bo zwyczajnie nie wiem czego się spodziewać. Poznałam kilka osób, reszcie uważnie się przyglądnęłam i powody, żeby sądzić, że nie będzie tak źle. W zasadzie prowadzący w większości są mili i skorzy do pomocy, w każdym razie Ci, z którymi miałam do tej pory styczność. Ludzie? W większości naprawdę w porządku. Niewiele osób znam jak na razie, ale wydają się być normalni. W każdym razie w większości. Znalazłam promotorkę, jutro czeka mnie pierwsze seminarium inżynierskie i wymyślenie sobie tematu projektu inżynierskiego, więc nie wychodzę z wprawy i bronię się w styczniu po raz kolejny! Ale... co to dla mnie ;)
Z P. wszystko się układa, chociaż coraz bardziej świruję z powodu jego wyjazdu do RPA. W zasadzie zostało nam raptem kilka dni, a nie potrafimy spędzić trochę czasu sami ze sobą. Brakuje mi tego trochę i nie wiem czy ta zmiana wynika z tego, że mamy mało czasu czy niepostrzeżenie zmieniło się coś między nami. Raczej to pierwsze, bo z mojej strony żadne z moich uczuć w Jego kierunku nie zmieniło się ani trochę. A zamieszania na początku roku akademickiego jest oczywiście sporo, nie tylko u mnie, ale też u P. Mimo wszystko bardzo mnie wspiera i podnosi na duchu, kiedy mam ochotę wpaść w histerię, a to już dużo.
Byłam wczoraj na herbatce u WM. Dawno się nie widziałyśmy i miałyśmy trochę zaległości do nadrobienia. Tęsknię za So., która grzeje się teraz w Egipcie nieświadoma jakie potężne tyranie czeka ją po powrocie ze strony swoich najlepszych przyjaciółek. Niech i tak będzie. Ma wakacje i może robić co jej się żywnie podoba, ale zaraz po powrocie oczekuję nawrócenia na jedyną słuszną drogę.
Miłego wieczoru!
![]() |
| Oświęcim, Sunday, September 26, 2014 |
![]() |
| Avon True Color Eyeshadows Berry Love |
![]() |
| Essie Fall 2014 Dressed to Kilt Color Cube |
środa, października 01, 2014
Give me love like never before 'cause lately I've been craving more and it's been awhile but I still feel the same.
Wiem, że trochę nie pisałam, ale mam trochę zamieszanie ze studiami. Strasznie się denerwuję tym całym załatwianiem indywidualnego toku i okropnie stresuję pierwszym dniem. Jestem rozczarowana, że moje studia wyglądają tak, że chodzę na przedmioty z różnych lat, bo tak naprawdę nigdzie nie znajdę znajomych ze studiów tak, jak na licencjacie i jest mi z tego powodu przykro.
Chciałabym, żeby był już koniec października. Może już by minął mi ten stres początkoworoczny. P. wróciłby już z tej okropnej Afryki. Wszystko by się uspokoiło. Im bliżej wyjazdu P. tym bardziej jestem przerażona. Może to złe określenie... Nie boję się. Wiem, że do mnie wróci i wiem, że świetnie dam sobie tu radę sama. Zawsze daję sobie radę, kiedy muszę. Ale ja nie lubię dawać sobie rady. Lubię leżeć w jego ramionach i nie musieć z niczym się zmierzać.
Niestety, rzeczywistość nie jest taka kolorowa i zmusza mnie do starcia ze swoim strachem i niepewnością. Najpierw w sprawie uczelni, a potem z wyjazdem P. Może mój stres wynika z braku pewności siebie. To trochę zabawne, bo chodzę na przedmioty z moim rocznikiem i pierwszym rokiem, czyli dzieciakami z rocznika '95. Poza tym nigdy nie poruszałam się w grupach. Nigdy nie miałam tak naprawdę nierozłącznych przyjaciół bez których nigdzie się nie ruszam. Zawsze chodziłam swoimi drogami, w liceum, na UJ. Przyjaciół oczekuję w potrzebie, a nie na co dzień. I zawsze mi było z tym dobrze.
Jedyną osobą jakiej pragnę na co dzień jest P. Każdego dnia. Zawsze. Niezmiennie. W nikim nigdy nie miałam takiego wsparcia i nikt nigdy nie dał mi takiego poczucia bezpieczeństwa jak on. Nie chcę z tego nigdy rezygnować i dopóki mam P. inne rzeczy... wydają się mało znaczące.
Chciałabym, żeby był już koniec października. Może już by minął mi ten stres początkoworoczny. P. wróciłby już z tej okropnej Afryki. Wszystko by się uspokoiło. Im bliżej wyjazdu P. tym bardziej jestem przerażona. Może to złe określenie... Nie boję się. Wiem, że do mnie wróci i wiem, że świetnie dam sobie tu radę sama. Zawsze daję sobie radę, kiedy muszę. Ale ja nie lubię dawać sobie rady. Lubię leżeć w jego ramionach i nie musieć z niczym się zmierzać.
Niestety, rzeczywistość nie jest taka kolorowa i zmusza mnie do starcia ze swoim strachem i niepewnością. Najpierw w sprawie uczelni, a potem z wyjazdem P. Może mój stres wynika z braku pewności siebie. To trochę zabawne, bo chodzę na przedmioty z moim rocznikiem i pierwszym rokiem, czyli dzieciakami z rocznika '95. Poza tym nigdy nie poruszałam się w grupach. Nigdy nie miałam tak naprawdę nierozłącznych przyjaciół bez których nigdzie się nie ruszam. Zawsze chodziłam swoimi drogami, w liceum, na UJ. Przyjaciół oczekuję w potrzebie, a nie na co dzień. I zawsze mi było z tym dobrze.
Jedyną osobą jakiej pragnę na co dzień jest P. Każdego dnia. Zawsze. Niezmiennie. W nikim nigdy nie miałam takiego wsparcia i nikt nigdy nie dał mi takiego poczucia bezpieczeństwa jak on. Nie chcę z tego nigdy rezygnować i dopóki mam P. inne rzeczy... wydają się mało znaczące.
![]() |
| Wedding P&R, Krosno, Sunday, August 17, 2014 |
![]() |
| Wedding P&R, Krosno, Sunday, August 17, 2014 |
![]() |
| Wedding J&K, Grójec, Saturday, June 28, 2014 |
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.jpg)
.jpg)


.jpg)


.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)


